Jak (nie)dobrze być ofiarą!


Błąd naszego myślenia polega na sprzeczności, która wkrada się w nasze życie. Z jednej strony uważamy się za ofiary, postrzegamy siebie jako wrażliwych i słabych. Z drugiej ciągle staramy się panować nad światem zewnętrznym. Nie potrafimy puścić wydarzeń tak jak się wydarzają, biorąc z nich to, co nam się przyda i nie przywiązując się do nich.
Wychodzimy z założenia, że:
ludzie mogą zmieniać świat -> świat nie wygląda tak jak powinien -> ja nie umiem nic z tym zrobić -> więc ktoś inny powinien -> to jego wina, że ja czuję się źle

W książce "Leczenie uzależnionej osobowości" Jampolsky przytacza metaforę, która mówi o tym, że gdy wskazujemy palcem na winnego, w tym samym momencie trzy inne palce wskazują nas.
Nie chodzi o to, że my jesteśmy winni sytuacji (choć często jest i tak). Ale jesteśmy winni swojej złości.

Nie pogrążajmy się w resentymencie. weźmy odpowiedzialność za to, co dzieje się w naszym życiu.

Nie jest to jednak proste. Często rola ofiary daje nam bardzo dużo. Od ofiary nikt niczego nie wymaga, czasem nawet ludzie pomogą lub choćby się poużalają. Czasem nawet z tego poczucia możemy zacząć zaciekle walczyć. Ale wtedy bardzo łatwo nas wykorzystać. Jesteśmy zaślepieni własną krzywdą i nie widzimy, że krzywdzimy innych.

Dobrze jest sobie odpowiedzieć na pytanie: co mi daje bycie ofiarą? I czy jestem w stanie z niego zrezygnować?
Wiele osób nie jest w stanie. Ale lepiej zadać sobie to pytanie, niż żyć w kłamstwie.

Po prostu sprawdzaj tym pytaniem, czy już jesteś wystarczająco zdesperowany (lub zdesperowana), by zacząć żyć własnym życiem i wziąć za nie odpowiedzialność.

To trudny, ale piękny początek przemiany.


***

Ta notka to część większej całości:
Początek znajdziesz tu
Następna część tutaj

0 komentarze:

Prześlij komentarz